poniedziałek, 25 listopada 2013

Prolog: Hey, 84.


2 Grudzień 2013r.
London, City of London

Wchodząc do Eight Canada Square uderzyła we mnie fala gorącego powietrza, która zdecydowanie bardziej zadowalała mnie niż gwałtowny wiatr otulający centrum Londynu . Kiwnęłam głową w stronę Makina, posyłając mu lekki uśmiech, na co chłopak odpowiedział mi tym samym. Makin urodził się w Arabii Saudyjskiej, a w Londynie mieszka już przez paręnaście lat. Jest na prawdę życzliwym, rzetelnym facetem i bardzo dojrzałym jak na swój młody wiek. W firmie moich rodziców zajmuję posadę Office Managera* i bardzo dobrze sprawdza się w swojej roli.
Weszłam do zatłoczonej windy. Westchnęłam głośno, przepychając się pomiędzy ludźmi w bardzo oficjalnych strojach.
Jest ósma rano, czego mogłaś się spodziewać.
Spojrzałam w dół, wbijając wzrok w swoje czarne buty na koturnach. W tym momencie ucieszyłam się, że wybrałam na dziś elegancką sukienkę z baskinką na brzuchu i mocno wyciętym dekoltem. Przynajmniej nie wyglądałam jak wariatka wśród tych korporacyjnych ludzi.
Pewnym krokiem wyszłam z windy, kręcąc przy tym biodrami, tym samym zwracając na siebie uwagę kilku facetów. Czułam ich wzrok na sobie, tak jakby lustrowali mnie od dołu. Nie to, że taki był mój zamiar, kiedy zakładałam te ubrania, ale triumfalny uśmiech wstąpił na moją twarz.
Zauważając szyld Harbour&Shell, zerknęłam na złoty zegarek przyozdabiający mój lewy nadgarstek. Dostałam go na 18 urodziny od babci Helene. Zdecydowanie Hel ma wyczucie stylu i zawsze jest trendy, mimo swoich siedemdziesięciu dwóch lat. Wykosztowała się na niego, chociażby dostrzegając na nim rubiny, szmaragdy i malutkie cyrkonie. Jestem spóźniona.
Moi opiekunowie prowadzą najbardziej znaną i cenioną na rynku agencję reklamową. Są bardzo pracowici i wiele czasu poświęcają naszej rodzinnej firmie, czego absolutnie nie mam im za złe. Owszem, czasem czuję się lekko pominięta, kiedy głównymi tematami w domu są sprawy związane z działalnością H&S i rodzice nie mają dla mnie pełnego czasu, ale jestem pewna, że ich czas jest w pełni zagospodarowany, kiedy dostrzegam zera na naszym koncie bankowym. Tak jesteśmy bogaci, ale nie należę do tych rozpieszczonych córeczek bogatych rodziców. No przynajmniej tak mi się wydaje.
- Loah!- zapiszczała moja mama, kiedy tylko ujrzała mnie przez swoje szklane drzwi od gabinetu.- Miałaś tu być dziesięć minut temu!
Maaaamo, to tylko dziesięć minut...Ach, no tak, u Ciebie to aż sześćset sekund..
- Musiałam zatankować samochód, taka sytuacja.- mruknęłam, zawzięcie szukając swojej pracowej teczki w czarnej, pikowanej torbie od Chanel. Tak, pracuję u swoich rodziców ''dorywczo''. W czasie wakacji, długich weekendów lub po prostu gdy rodzice mają mnóstwo pracy pomagam rodzicom w prowadzeniu firmy, jednocześnie próbując im ulzyc. I właściwie teraz jest taki czas, kiedy potrzebna jest im pomoc.
Plany moich starszych są następujące: córka kończy liceumwysłać córkę na studia, znaleźć córce męża, przepisać córce firmę, mieć przynajmniej dwójkę wnucząt, umrzeć. Myślę, że nawet nie mam żadnego słowa, by zmienić te plany. Tak jest ustalone, ja muszę iść w kierunku marketingu i zarządzania, muszę przejąć tą firmę, ale czy oby ja tego chcę?
To się chyba nie liczy..
- Ziemia do Loah! Czekałam na Ciebie od..- tu spojrzała na swój elegancki złoty zegarek, nawet lekko podobny do mojego- dwudziestu minut! Doskonale wiesz, że bez Twojej pomocy nie dam rady wybrać jednego z tysiąca kandydatów do reklamy żelu pod prysznic.
Ocknęłam się, biorąc teczki ze stolika kawowego w odcieniu ciemnego machoniu, z podaniami naszych dzisiejszych kandydatów. Tessa klepnęła mnie pocieszająco po ramieniu i puściła do mnie oczko.
- Idziemy, Lo. Musimy wybrać najbardziej gorącego, rozglądaj się za mężem- zaśmiałam się razem z mamą, lekko się rumieniąc - Raz, dwa, sala numer osiem na szóstym piętrze, zaraz będę.
Hej, przystojniacy! Idzie do was Loah Moore!





-Następny, 84! - krzyknęłam znudzonym głosem, ziewając. Byłam już okropnie zblazowana oglądaniem tych facetów i myślę, że moja rodzicielka czuła się podobnie. Skąd bym śmiała narzekać- dokładnie osiemdziesiąt trzech facetów paradowało przede mną bez koszulki, ale to nadal nie to na co oczekiwałam wchodząc do tej sali. Każdy z kandydatów nie posiadał tego czegoś, co świetnie by wpasowywało się w nasz projekt.
Tak, żeby przyciągnęło to kobiety, nakłoniły je, by zakupiło dany produkt.
Przeglądałam desperacko wszystkie karty, zdjęcia, podania poszukując kogoś właściwego. Gdy nadal nie usłyszałam kandydata, którego wywołałam, powtórzyłam tym razem znacznie głośniej:
- Następny!
Usłyszałam stłumiony chichot. Pomyślałam, że ten kto tam stał, musiał być kompletnym idiotą, że zamiast się przedstawić bezczelnie chichocze, właściwie nie wiem z czego.
A w momencie, gdy podniosłam głowę i spojrzałam na ów sprawcę mojego zirytowania, wykreśliłam z głowy wszystkie brzydkie, niestosowne przymiotniki, które wpadły mi na myśl w ciągu ostatniej minuty. A nawet godziny, tygodnia...całego miesiąca.
Przede mną stał istny Grecki Bóg Piękna, stojący może z piętnaście metrów ode mnie, ale kogo to w tym momencie obchodzi. Jego ciemne blond włosy były postawione lekko na żel i połyskiwały w świetle białych reflektorów. Na jego idealnych ustach widniał cwany uśmiech..A jego abs! Doskonale wyrzeźbiony, pokryty różnymi tatuażami, które mnie zaitrygowały..
Myślę, że powinnam zamknąć oczy mamie. Tato na pewno by nie chciał wiedzieć, jak jego żona się ślini na widok nastolatka.
- Hey.- wychrypiał kurewsko seksownym głosem, po czym posłał mi zniewalający uśmiech. Moja wewnętrzna bogini krzyczała niecenzuralne, wulgarne słowa, robiąc salta w przód i tył.
Wzięłam głęboki oddech, czując mocne wypieki na twarzy.
Jestem pewna, że wyglądam teraz jak plantacja dojrzałych buraków. Nie codziennie widzi się taki okaz, uwierzcie na słowo. Nawet jeżeli mamy połączone lekcje Wychowania Fizycznego z klasą koszykarzy, to i tak wszyscy razem wzięci chłopcy z III D nie są tak idealni jak on.
Kiedy uświadomiłam sobie, że już długi czas patrzę na niego z szeroko otwartą buzią i prawdopodobnie uznał mnie za idiotkę, która pierwszy raz w życiu zobaczyła osobnika płci przeciwnej i ślini się jak psychicznie chora z zaawansowanym stopniem niepełnosprawności psychicznej postanowiłam się odezwać.
Muszę przyznać, że trudno mi było wymyślić coś sensownego, co postawi mnie w odrobinę lepszym świetle niż z pewnością jego pierwsze wrażenie.
Po następnych kilku sekundach głębokiego wybudzania się z zadumy oraz równie głębokiego myślenia co powiedzieć, żeby się jeszcze bardziej nie zbłaźnić, powiedziałam po prostu:
- Hey, 84. Przedstaw się, proszę.
Zerknął niepewnie na moją mamę, która nadal wpatrywała się w niego jak w obraz. Zażenowana jej postawą, uszczypnęłam ją w kolano, ale na nieszczęście Pan Piękny to zauważył i cicho zachichotał. Ocknęła się, głośno odchrząknęła, poprawiając się na krześle jakby chcąc ukryć swoje zmieszanie. Gdy również cicho się zaśmiałam z kobiety, wbiła wzrok w kartę i po prostu powtórzyła moje słowa:
- Witam. Przedstaw się.
Zacisnęłam wargi, by ponownie się nie roześmiać. Mama na pewno by zaraz po spotkaniu wygłosiła mi kazanie, że to niegrzeczne i nie powinnam się śmiać w takiej sytuacji. Blah, blah, blah. Ta kobieta się nigdy nie zawstydzała. A sam fakt, że zawstydziła się oglądając nastolatka, był co najmniej komiczny.
Kiedy chłopak podniósł głowę spojrzał na mnie pełnym emocji spojrzeniem- mieszanką pożądania, .. Przejechał palcami po swoich lśniących włosach, uwydatniając tym swoje doskonałe mięśnie na klatce piersiowej, po czym przygryzł wargę, nadal nie spuszczając ze mnie wzroku.
To było gorące, Panie Seksowny.
- Jestem Justin Bieber. Justin Drew Bieber.
Justin...Imię równie namiętne jak sam właściciel...
Przestań, Moore, myśleć o takich brzydkich rzeczach. Jak dobrze, że ludzie nie potrafię czytać w myślach..
- Miło poznać, Panie Bieber.- odezwała się mama, odzyskując mowę.- Najpierw opowiedz coś o sobie, w skrócie. Czym się interesujesz, skąd jesteś, ile masz...
- Dostajesz tą rolę, 84.
Te słowa wydostały się z moich ust jak rakieta. Nie kontrolowałam tego i czasem żałuję, że najpierw mówię, a potem myślę co powinnam mówić. Zdziwienie mojej mamy było nie do opisania. Myślę, że mój wyraz twarzy był bardzo podobny. Byłam osłupiona słowami, które wypłynęły z moich ust.
Bieber posłał mi zadziorny uśmiech, puszczając oczko.
Cholera.
Kimkolwiek jesteś Justinie Drew Bieberze, to źle na mnie działasz. 



_______________________________________________________



* Office Manager (Kierownik biura) – osoba na tym stanowisku odpowiedzialna jest za kompleksowe prowadzenie i obsługę biura firmy (prowadzenie korespondencji, zarządzanie dostawami, zaopatrzenie biura, przygotowywanie zamówień, serwisowanie sprzętu, koordynacja cateringu i przesyłek kurierskich).